|
niedziela, 29 czerwca 2008
Tylko się nie denerwuj...
Zaraz wracam...Staram się unikać pisania tutaj, bo buja mnie od rozpaczy najczarniejszych po stany euforyczne. Jeżeli wszystko będzie szło tak, jak do tej pory, to za kilka tygodni spróbuję się wyjaśnić. Tym razem jednak jestem przesądna. Zaczekam - bo nie chcę zapeszyć. Na razie czekajta więc na nudne relacje z pracy, domu i zagrody. Pigmej's back. Sexy back! ;)
sobota, 14 czerwca 2008
Dzikie węże i połamane paznokcie
Już dosyć mam. Niechby się raz i w końcu ułożyło, udało. Samo się. W każdej kategorii. Zniechęcenie jakieś mnie dorwało. Fantastyczne dni z Edysią są reanimujące na tle reszty wydarzeń. A w zasadzie ich braku. Smut mnie pochwycił i zimno mi strasznie. Z drugiej strony - gniecie mnie gdzieś tam, w okolicach pępka - a to znak, że coś się stanie. Aż się boję. Przestałam odbierać telefony. Nie odpisuję często na smsy. Wyciągnąć mnie do świata i ludzi jest w stanie tylko Edysia. Niech już będzie to Jutro.
czwartek, 05 czerwca 2008
What do we need a psychiatrist for? We know our kid is nuts!
Nie odnajduję się w tej nowej pracy. Po pierwsze - nie umiem, nie potrafię, popełniam koszmarne błędy. Po drugie - ta ogromna masa ludzi wydaje mi się nie do ogarnięcia. Jakoś nie wierzę, że przyjdę tam kiedyś jak "do swoich". A może to nie praca, tylko jakiś blues? Zjem, poczytam, pooglądam. Nawet na piwo mi się nie chce. Dziwne. Może powinnam gdzieś wyjechać? Spać w obcej pościeli, pić z obcego kubka i chodzić po obcych miejscach...Byłoby obce słońce, obca trawa i obce domy. Tylko pewnie ludzie ci sami. Wołek z brand new tatuażem. A ja drugi rok w tych samych sandałach. Dziwno mi. Jakbym ktoś we mnie jeszcze zamieszkał i wcinał się tam gdzie nie trzeba. Ciężko w głowie.
wtorek, 27 maja 2008
Ju ken możesz...po prostu!
Zupełnie bez powodu, znienacka, w same plecki, dziwna melancholia mnie dopadła. Nawiedzają mnie dziwne wspomnienia z dzieciństwa, a czasem robię się obrzydliwie sentymentalna. Upadłam już tak nisko, że relaksuję się, oglądając "Magdę M."...Wiem, wiem...Nie jest najlepiej. Samo oglądanie nie byłoby zresztą jeszcze takie znowu dramatyczne, ale ja się przy tym WZRUSZAM. Przerażające. Pociesza mnie myśl, że to jedyne 55 odcinków. I jakoś tak. Jakbym miała w środku bardzo zimne, bardzo ciemne powietrze. Zawsze mnie ciekawiły programy w stylu "od zera do bohatera". Wiecie, "Idol", "Ju ken możesz" etc. Wyobrażacie to sobie? Jesteście przeciętnym Wiesławem G. zamieszkałym w Kurzych Padołkach. Ledwo zdaliście maturę, a język polski nigdy nie był Waszą mocną stroną. To, co wyróżnia Was, Wiesława, spośród innych mieszkańców Kurzych Padołków to fakt, że nieźle śpiewacie/tańczycie/gracie na ukulele. Tak się składa, że w oddalonym o jedyne 16789458383 km mieście zorganizowano casting do nowego programu TV o śpiewakach/tancerzach/mistrzach ukulele. Sołtys i mama mówią, że macie jechać. Jedziecie, wygrywacie i pokazują Was w szklanym telewidzeniu. Niestety, nie możecie tylko tańczyć/śpiewać/rzępolić na ukulele i czasem każą Wam coś powiedzieć. NA ŻYWO! Jak to się dzieje, że Ci ludzie nie jąkają się, nie plączą nadmiernie w zeznaniach itd?! Jak?! Mnie siedem razy zjadłaby trema i wydukałabym "pozdrawiam mamę, tatę, brata niekażcieminicwiecęjmówiiiić!!!!". Wystąpienia na żywo nigdy nie były moją mocną stroną. Jako, że odbębniłam trzy sezony jasełek w dzieciństwie (Herod, pastuszek i anioł) - wiem co mówię. Naprawdę podziwiam wszystkich Wieśków, Mariole, Kryśki oraz Zebrzydosławów, którzy nie dość, że coś ken mogą, to jeszcze na luziku, grzecznie odpowiadają na pytania, słowa krytyki etc. Ja się nie zagłębiam w jakość ich wypowiedzi. Dla mnie fenomenem jest sam fakt, że wydobywają z siebie artykułowane dźwięki. Mój szczyt możliwości i największe osiągnięcie to jasełka - chociaż jako pastuszek narobiłam kichy na cały kosciół donośnie czkając do mikrofonu. Przez jakieś 5 długich minut. Potem, jako dziewięciolatka wcieliłam się w rolę el mariachi. Kicha była wtedy na większą skalę, bo przynajmniej na całą gminę. Ale o tym, to już innym razem.
piątek, 23 maja 2008
Let's dance...!
Who's the master? Who's your daddy? UDAŁO SIĘ!!! To już całkiem niezły początek czegoś lepszego. I może nie powinnam się nastawiać, ale liczę na szczęśliwą serię. Oby to było dobre pasmo. Z zupełnie innej beczki - nowy Indiana Jones w kinach. Jako fanka Harrisona F. (Han Solo miał być kiedyś moim mężem!) i miłośniczka serii o zawadiackim Indy'm jestem już po seansie. Muszę przyznać - film przechodzi najśmielsze wyobrażenia...szkoda tylko, że w konkurencji "jak można schrzanić film i uwalać legendę". Końcówka jest tak wybitna, że nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Ponury żart jakiś. Ale za to, do 3 kg popcornu i 5 litrów coli dawali breloczek Indiana Jones'a! Oczywiście - mam.
wtorek, 20 maja 2008
Trzymajta kciuki...
Jutro o 13.00 jest chwila, kiedy wszyscy rzucamy absolutnie wszystko i mocno trzymamy kciuki. Zaliczkowo już dziękuję.
czwartek, 15 maja 2008
Czyż nie dobija się koni...?
Zamiast pić gdzieś zimne piwko... Ja siedzę i uczę się o szkodach komunikacyjnych!!! Ludzie!!! W praktyce oznacza to, że zmieniam pracę i jestem w trakcie szkolenia. Szkolenie jest na temat spraw o których nie mam pojęcia i które mnie średnio bawią...ale będę teraz ważna i poważna. Do czasu oczywiście. A przede mną jeszcze masa pracy, wdrażania się, zdawania egzaminów (sic!) etc. Ani pogoda, ani okoliczna infrastruktura nie sprzyjają takiemu obrotowi sprawy. W ramach odtruwania - dwa dni balowania. Powinno na chwilę wystarczyć.
sobota, 10 maja 2008
Sporu o usta ciąg dalszy
Niezrozumiałe jest dla mnie umiłowanie warg tłuściutkich i pełnych. A takim właśnie usteczkom uparcie kibicuje Alex. JAK to jest możliwe? KIEDY to się stało? I KTO przegapił ten moment, w którym ów inteligentny, wrażliwy i bystry mężczyzna zakochał się w wargach-grubasach? Zacznijmy od walorów estetycznych. Pozdrawiam niepoważnie, zachwycona zabawą jakiej dostarczyło mi tworzenie dwóch ostatnich tekstów. Howgh!
wtorek, 06 maja 2008
Wojna polsko-polska o sprawę ust i męskiej urody również, a jakże, też!
Zostałam wyzwana przez Alexa. Cóż pozostało - tylko podnieść rękawicę. Na początek, krótkie wprowadzenie. Na blogu mojego adwersarza (na który serdecznie zapraszam - można sobie na przykład kliknąć TU ) rozpętała się dyskusja dotycząca męskiej urody. Wszystko szło dobrze, do czasu. Temat zahaczył o męskie wargi (hmmm...brzmi...dobrze...) i do porozumienia z Alexem dojść nie możemy. Mianowicie Alex to miłośnik typu "usta murzyńskiej dziewczyny, użądlone przez pszczołę". ogromniaste, okropniaste wary! Że niby Rhys-Meyers ma fajne usta. Bo takie...hmmm...obiecujące...(kto nie wie, jak wygląda Rhys-Meyers może go sobie obejrzeć TUTAJ ). Nie bójmy się użyć tego słowa - NIE! To mit, bujda i jedna wielka ściema! Mięsiste wargi to co najwyżej większe pole do obślinienia się. A fe! Krótki przegląd mężczyzn z którymi można w najlepszym wypadku zjeść sucharka i pooglądać TV:
Mark Ruffalo. Wygląda jakby miał się zaraz rozpłakać. Wyobrażacie sobie jego ogromną dolną wargę, która drży w histerii? Uch.
To podobno jest przystojna mężczyzna. No, it's not. Ale skupmy się na ustach. Niemęskie, tłustawe, zaróżowione. Taka ciepła kluseczka na dole twarzy. Bardzo obiecujące. Pfrrr...
I coś z naszego podwórka. Nie mogłam się powstrzymać. Marcin "Zasysacz" Meller. Czy Wasza wyobraźnia już odpowiednio pracuje? A teraz, dla równowagi moich i Waszych soków żołądkowych, dwa przykłady na to, jak męskie usta wyglądać powinny.
Wąskie, silne, ładnie zarysowane. Poza tym, Johnny jest po prostu boski. Przyznaje to każda kobieta, każdy mężczyzna i każde zwierzę na tym globie. Stosunek kabaczków do Johnny'ego nie jest jeszcze znany.
No i niezaprzeczalnie cudowna, przystojna zabójczo meżczyzna. Z idealnym krojem ust. Dolna warga nieco większa od górnej. I ogólnie to jedna i druga piękna jest. Taka jak trzeba. Mówimy stanowcze "nie!"wszelkim pijawkom, ssawkom, mężczyznom - odkurzaczom i kaczkom obcią...Zagalopowałam się. Mimo wszystko, jeśli o męskie usta chodzi, lepiej mniej, niż więcej. O! ;)
niedziela, 04 maja 2008
And we will send you to whatever god you wish...
Odkrywam uroki przebywania w domu wieczorami i nocami. Przyznać muszę bez bicia - nieczęsto mi się to ostatnio zdarzało. A jeśli nawet, to pamiętam to przez gęstą mgłę. Szczęśliwie - zawsze ktoś mógł mi uzupełnić wspomnienia szczegółami. Dzisiaj się delektuję normalnością. Wprowadzam się w lekko bojowy nastrój. Kumuluję siły. Na jakiś czas przynajmniej. Wołek,Bobera, Edyś,F....to był pracowity weekend majowy. (Po)zbieram się. W swoim czasie. Chyba. Na razie tylko: And shepherds we shall be, fot thee my lord, for thee. Power hath descended forth from thy hand, that our feet may swiftly carry out thy commands. So we shall flow a river forth to thee, and teeming with souls shall it ever be. In nomine Patri. Et Fili. Spiritus Sancti. Mówiłam, nastrój bojowy. |
Archiwum
Zakładki:
Moje zabawki:
Specjalne podziękowania
Zaglądam:
Get your own Box.net widget and share anywhere! |